20 sierpnia 2015

po co brać ślub?


Po co ślub? To fundamentalne pytanie zadaję na zakończenie naszego ślubnego cyklu. Tylko na blogu może ono paść jako ostatnie, w życiu należy sobie na nie odpowiedzieć dużo wcześniej. Odpowiedź bez wątpienia ma związek ze sposobem w jaki postrzegamy relacje z innymi ludźmi i wskazuje na to czym jest dla nas małżeństwo. Muszę przyznać, że ja znalazłam odpowiedź na długi czas przed poznaniem mojego męża i dzisiaj chcę się nią z Wami podzielić. Uwaga! Ostrzegam, że wpis jest bardzo osobisty ;)

Długo marzyłam o ślubie. Właśnie - o ślubie, a nie poznaniu jakiegoś wspaniałego mężczyzny i po prostu byciu z nim. I nie chodzi o to, że tak bardzo chciałam być panną młodą, założyć białą sukienkę i czuć się wyjątkowo. Chciałam być w małżeństwie, zostać żoną, stworzyć rodzinę z człowiekiem, który będzie moim mężem. No tak, ale przecież tyle osób dookoła chce udowodnić, że można żyć razem bez tych wszystkich formalności, papierków itd. Tylko, że dla mnie małżeństwo to coś więcej niż podpisy na urzędowych formularzach i zmiana stanu cywilnego. Wierzę, że małżeństwo jest jedyną relacją damsko-męską, w której można doświadczyć prawdziwej i głębokiej miłości, zaufania, troski, oddania. A dlaczego? Bo to Bóg stworzył małżeństwo, a On wie co dla nas najlepsze :)

Lepiej jest dwom niż jednemu


Oboje z mężem jesteśmy chrześcijanami i z tego powodu nie braliśmy pod uwagę żadnej innej opcji rozwoju naszego związku - w grę od początku wchodziło tylko małżeństwo. Poznaliśmy się, zakochaliśmy w sobie i modląc się, ufając Bogu po prostu podjęliśmy tę ważną decyzję. Żadnego chodzenia ze sobą, wielomiesięcznego sprawdzania czy do siebie pasujemy - przed ślubem byliśmy ze sobą niecałe siedem miesięcy. I wcale nie mieliśmy żadnych wątpliwości ani obaw czy postępujemy słusznie, czy może to wszystko za szybko się dzieje. Nic z tych rzeczy, tylko pokój w sercach i wielka radość :)

W obliczu obecnie panujących standardów faktycznie podjęliśmy decyzję o ślubie dość szybko, ale z pełną świadomością tego co ona oznacza. Wiemy, że to jedna z najważniejszych decyzji i to taka na całe życie (one way ticket... ;)). No i 11 lipca stało się to, co mówi Pan Jezus: "więc nie ma już dwojga - jest jedno ciało". Właśnie dlatego ten dzień był dla nas tak ważny, ze względu na to kim staliśmy się przed Bogiem oraz co Jemu i sobie nawzajem przysięgliśmy. Z tego powodu dzień naszego ślubu był skromny, nie zorganizowaliśmy wesela, bo tak naprawdę liczyło się co innego niż wystrój, jedzenie czy zabawa do rana.



I na koniec wcale Wam nie napiszę czegoś w stylu "i żyli długo i szczęśliwie". Takie teksty zostawmy bohaterom bajek. Nie jestem naiwną dziewczynką i wiem, że życie nie jest łatwe, a w małżeństwie nie zawsze trwa sielanka. Jednak wierzę, że z Bożą pomocą można wszystko przejść i być szczęśliwą parą do końca swoich dni. Sama znam małżeństwa, które mimo różnych przejść, problemów, kłótni, chorób są wciąż razem od kilkudziesięciu lat i bardzo mocno się kochają. No właśnie, niedawno gdzieś przeczytałam, że nie należy mylić miłości z zakochaniem. W pełni się z tym zgadzam, bo zakochanie to uczucie, a miłość jest decyzją. Zakochanie po jakimś czasie mija i zostaje tylko miłość :)

Miłość nigdy nie ustaje

Pozdrawiam ciepło
Ania

Grafika: freepik.com
Zdjęcia: pinterest.com i własne :)

4 komentarze:

  1. Piękny wpis, wzruszyłam się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chapeau bas, za taką dojrzałość w młodym wieku.

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem przed i bardzo ale to bardzo wzruszył mnie ten wpis :) pięknie powiedziane to wszystko, chciałabym żeby i u mnie zawsze wszystko było mocne i nieugięte :) serdecznie pozdrawiam i dzięki za te słowa

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 KOKOSHKA.PL , Blogger